8.11.2013

KBHFF - Kopenhaska Kooperatywa Spożywcza / KBHFF - Copenhagen Food Co-op

English version below

Rowerowy koszyk wypełniony ekologicznymi warzywami.
Bicycle basket full of organic vegetables.

W środowe popołudnie, w całej Kopenhadze, można spotkać ludzi z charakterystycznymi brązowymi, płóciennymi torbami, które wypełnione są sezonowymi warzywami. To znak rozpoznawczy członków Kopenhaskiej Kooperatywy Spożywczej (Københavns Fødevarefællesskab), znanej jako KBHFF. Należą do niej osoby, które chcąc mieć dostęp do lokalnie produkowanych ekologicznych warzyw, wspólnie organizują ich cotygodniowe dostawy do dziewięciu punktów w różnych częściach miasta.

Krótka historia KBHFF

Kopenhaska kooperatywa rozpoczęła działalność w 2008 roku. Założyli ją aktywiści, zainspirowani brooklińską Park Slope Food Coop (obchodzącą w tym roku 40-lecie działalności). 

Początkowo torby z warzywami kupowała grupa znajomych. Pierwsze warzywa rozprowadzone wśród członków KBHFF były wyprodukowane w gospodarstwie Svanholm. Tym samym, które dostarczało pierwsze ekologiczne marchewki do sieci supermarketów prawie 20 lat temu!

Obecnie członkami kooperatywy jest ponad 5500 osób. Co tydzień kupują oni ponad 600 toreb, w sumie co najmniej 5 ton lokalnych warzyw i owoców. Oprócz tego jaja od kur z wolnego wybiegu, chleb, mąki, soki czy zioła.


Torby z ekologicznymi warzywami.
Bags with organic vegetables.

Kto należy do KBHFF

Motywacji do aktywności w KBHFF jest chyba tyle, ilu jej członków. Duńczycy mają we krwi współdziałanie i niemal każdy należy do co najmniej jednej organizacji. Przystępując do kooperatywy, część osób chce mieć dostęp do tanich ekologicznych warzyw. Dla innych najważniejsze jest to, że wiedzą skąd pochodzi to, co jedzą. Niektórzy lubią poznawać nowych ludzi, a KBHFF stwarza im taką możliwość. Członkowie uczestniczą we wspólnych czwartkowych obiadach, warsztatach, czy wycieczkach do gospodarstw rolnych. 

Dla jednych KBHFF to sposób na życie. Dla innych - moda. Nie brakuje też tych, którzy wierzą, że działając wspólnie można aktywnie przeciwstawić się dominacji korporacji transnarodowych, które przechwytują znaczną część nadwyżki ekonomicznej z produkcji rolnej. Z jednej strony naciskają one rolników, by stale obniżali ceny swoich produktów. W tym samym czasie poprzez agresywny marketing namawiają konsumentów, by ci kupowali jeszcze więcej wysoko przetworzonej żywności. 

Misja

Kooperatywa działa zgodnie z dziesięcioma zasadami, które ustalili jej członkowie w 2010 roku. Zasady te można streści w następujący sposób: celem organizacji jest zapewnienie wszystkim dostępu do ekologicznej żywności produkowanej zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Co te zasady oznaczają w praktyce?

Po pierwsze warzywa pochodzą z lokalnych ekologicznych i biodynamicznych upraw. Kupowane są bezpośrednio od producentów. Kilkuosobowa grupa odpowiedzialna za kontakty z rolnikami, ustala w porozumieniu z nimi ceny i zawartość toreb w danym tygodniu. Co ciekawe, członkowie kooperatywy płacą za warzywa z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem, nie znając szczegółowej zawartości torby. Od kilku miesięcy mogą to robić online.

Kooperatywa działa na rzecz poprawy świadomości tego, skąd pochodzi to, co jemy i jak możemy wpływać na produkcję żywności. Dzięki wspólnym zakupom od rolników cena lokalnych ekologicznych produktów jest niższa niż w delikatesach, a nawet supermarketach. W ten sposób KBHFF obala mit, że ekologia to luksus, na który mogą sobie pozwolić nieliczni - wielu jej członków to studenci i emeryci. Jednocześnie rolnicy otrzymują dobrą cenę za swoje produkty, bo handel odbywa się bez pośredników.

Zawartość torby: kapusta włoska, dynia makaronowa, chili, jabłka, buraki,
mangold (boćwina),  szpinak, marchew i cebula.

Weekly bag content: cabbage, spaghetti squash, chilli, apples, beet-roots, chards, carrots and onion.

Kooperatywa zrezygnowała też z niektórych operacji zwiększających wartość dodaną, takich jak mycie warzyw, czy pakowanie każdego produktu w oddzielną plastikową torebkę. Oznacza to nie tylko niższe koszty, ale również mniejsze obciążenia dla środowiska. 

Zapewnienie niższych cen członkom kooperatywy jest możliwe także dlatego, że organizacja jest niezależna ekonomicznie. Jej działalność bazuje na dobrowolnej pracy członków. Każdy, kto chce nim zostać, uiszcza jednorazową opłatę w wysokości 100 koron duńskich (równowartość ok. 55 zł). Dodatkowo zobowiązuje się do odpracowania 3 godzin miesięcznie na rzecz KBHFF. Można spróbować swoich sił pracując jako kasjer, osoba odpowiedzialna za marketing albo pakować warzywa. Można też, na kilka godzin, zostać kierowcą, który odbiera warzywa z centrum dystrybucyjnego i rozwozi je do lokalnych oddziałów. 

Aby ograniczyć koszty dostaw, KBHFF korzysta z systemu wspólnego użytkowania samochodów Let'sGo. Do budowy wirtualnej strony kooperatywy wykorzystywane jest oprogramowanie typu open source. W końcu dzielenie się okrzyknięto jedną z najważniejszych idei, które zmienią świat

Demokracja w działaniu

Oczywiście, jak w każdym stowarzyszeniu, również w KBHFF są pewne rozwiązania, które mogłyby być usprawnione. Ale to nie jest takie proste. Płaska struktura organizacyjna umożliwia każdemu członkowi realny wpływ na kierunek rozwoju kooperatywy. Mnie to bardzo odpowiada, ale prawdę mówiąc, czasami oznacza chaos. Decyzje na walnych spotkaniach zapadają na zasadzie konsensusu, przez co proces ich podejmowania jest długotrwały. Zamiast głosowania trwają kilkugodzinne dyskusje, po których zapadają tylko takie decyzje, z którymi członkowie zgadzają się jednomyślnie. A opinii na różne tematy bywa więcej niż dyskutantów. 

Długie dyskusje nad nowymi rozwiązaniami w KBHFF.
Long lasting discussion about future of KBHFF.






























Dokąd zmierza KBHFF

Niektórzy uważają, że w przyszłość dobrym rozwiązaniem dla kooperatywy byłaby decentralizacja, polegająca na całkowitym usamodzielnienie się dziewięciu oddziałów. Inni stoją na stanowisku, że konieczna jest centralizacja pewnych funkcji i opłacenie pracowników do wykonania zadań, niezbędnych do sprawnego działania organizacji (np. związanych z prowadzeniem księgowości). Pojawiają się też głosy o możliwości outsourcingu pewnych usług. Przyszłość pokaże w którą stronę pójdzie KBHFF. Warto dodać, że jej brookliński "prototyp" przekształcił się w supermarket, w którym zakupy robi 15 000 nowojorczyków. Jeszcze nie wiadomo co postanowią mieszkańcy Kopenhagi. 

Niektórzy patrzą na kooperatywę jak na grupę eko-nawiedzonych aktywistów. Tymczasem jej działalność wpisuje się w całość zmian określanych jako zrównoważona transformacja. Po kilku latach działalności KBHFF jest największą i najprężniej działającą kooperatywą spożywczą w Danii. Ale nie jedyną. Podobne inicjatywy powstają nie tylko w Aalborgu, czy Odense, ale również w mniejszych miejscowościach. W sumie, w całej Danii jest ich już 15. 

Nadal zastanawiam się w jakim stopniu rozwój podobnych inicjatyw, nie tylko w Danii, ale również w dużych polskich miastach (m.in. w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu), to wyłącznie skutek kryzysu. Może wcale tak nie jest? Może po prostu, chociaż częściowo zaspokoiliśmy potrzebę kupowania dużo, kolorowo i w ładnych plastikowych opakowaniach? Teraz chcemy jeść nie tylko smacznie, ale również zdrowo. Ja w każdym razie wierzę w to, że troska o to, co jemy to coś więcej niż chwilowa moda. 


Moja pierwsza torba z KBHFF, lato 2012.
My first bag bought in KBHFF, summer 2012.





























----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Every Wednesday afternoon across Copenhagen you can meet people with characteristic brown canvas bags filled with seasonal vegetables. These are members of Københavns Fødevarefællesskab, known as KBHFF. Københavns Fødevarefællesskab is the food co-op, which is run and owned by members. The members organize weekly deliveries of organic locally grown vegetables to almost all neighbourhoods in Copenhagen.

Brief History of KBHFF

KBHFF was established in 2008 and founded by activists inspired by Park Slope Food Coop (celebrating its 40th anniversary this year). Initially the bags of vegetables were distributed among group of friends and first products were produced on the farm Svanholm. The same that supplied the first organic carrots to Danish supermarkets almost 20 years ago!

Currently there are more than 5500 members that belong to KBHFF. They buy more than 600 bags with vegetables weekly. In total KBHFF distributes at least 5 tons of local vegetables and fruits every week. In addition members can buy organic eggs, bread, flour, juices and herbs.

Who belongs to KBHFF

There are probably as many motivations to join KBHFF as there are members of the co-op. Maybe it is because cooperation runs in the blood of Danes and almost everyone belongs to at least one association. Some say it is because if Danes cannot agree with each other they simply start a new organization.

By joining the food co-op some want to have access to locally produced organic vegetables. For others the most important is that they know where the food they eat comes from. Some like to meet new people and KBHFF can be just a perfect opportunity: members can participate in common Thursday dinners, workshops and trips to the farms.

For some KBHFF is a way of living. For others it is yet another trend. There are also those who believe that by working together they can affect the existing food system dominated by transnational corporations that capture a significant part of the economic surplus from agricultural production.

Mission of KBHFF

KBHFF acts in accordance with ten principles that were developed by the members in 2010. The aim of the organization is to provide access to the organic food produced in accordance with the principles of sustainable development to everyone. What do these rules mean in practice?

Firstly, vegetables come from local organic and biodynamic farms and are bought directly from the producers. Group of several people is responsible for contacts with the farmers and negotiating the prices and contents of the bags. Interestingly, members of the cooperative pay for vegetables at least a week in advance even though they do not know the detailed content of the bags. They can do it online: the new ordering system was introduced couple of months ago.

KBHFF aims also at improving food literacy and educate how our food choices may affect the production process. Joint purchases make the price of locally grown organic products lower than in delis or even supermarkets. In this way KBHFF disprove the belief that ecology is a luxury that only few can afford - many of the members are students and pensionists. At the same time farmers get fair price for their products because they sell their products without intermediaries. The food co-op gave up some value adding operations such as washing of vegetables or packaging each product in plastic bags. This way KBHFF not saves on packaging but also takes care about the environment.

Providing lower prices to members of cooperatives is possible also because the organization is independent economically. Its activity is based on the voluntary work of the members. Anyone who wants to become a member is supposed to pay a share (100 Danish kroner). The members are also obliged to take three hours shifts every month. One can try one’s hand working as a cashier, person responsible for marketing, pack vegetables, or for few hours become a driver who transport vegetables from the distribution center to local branches.

To reduce the costs KBHFF uses the car-sharing system Let'sGo while the IT group responsible for the homepage uses open source software. In the end sharing is said to be one of ten ideas that will change the world.

Democracy in Action

Of course as in any other association also in KBHFF there are some things that can be improved. But sometimes it might not be that simple. The flat organizational structure allows each member to have an impact on the direction of the development of the coop. As a member I really like it! But to be honest, sometimes it means chaos and consensus decision-making process may be really time consuming. Sometimes it means loooong lasting discussions during which number of opinions expressed can exceed number of the participants.

Future of KBHFF

Some believe that one of the direction in which KBHFF may go in the future is its decentralization with full autonomy of ten existing branches. Others on the contrary think that it is necessary to centralize certain functions and hire paid staff to secure the continuity of the organization. The future will show what the members will choose for KBHFF. It is worth to mention that Brooklyn "prototype" turned into a supermarket where 15 000 New Yorkers shop.

Some perceive KBHFF as a group of obsessed eco-activists. The truth is it is only one of the many grass roots initiatives that aim at green transformation in Denmark. KBHFF is the largest and fastest-growing food cooperative in but not the only one. Similar initiatives exist in Aalborg, Odense and other places. In total there are 15 food-coops across the country.

I still wonder to what extent the development of similar initiatives, not only in Denmark but also in major Polish cities (including WarsawGdańsk, or Poznań) emerged due to the economic crisis. Maybe it is not the only reason? Maybe people have already satisfied their needs to buy more exotic food wrapped in plastic? Now they want to eat not only tasty but also healthy. Anyway, I want to believe that the care about what we eat will become a long lasting trend.


19.10.2013

Duńskie hygge

Co to jest hygge?

Hygge to duńskie słowo, które nie ma polskiego odpowiednika. Jest kojarzone z miłą, niezobowiązującą atmosferą i poczuciem bezpieczeństwa. Można za jego pomocą opisać zarówno uczucie, nastrój, jak i czynność. Można czuć się hyggelig w atmosferze, która jest hyggelig, w domu, który jest hyggeligt, czyli czuć się miło i komfortowo w przyjemnej atmosferze, w przytulnym domu. 
Hyggeligt hus


Słowo to jest również częścią wielu zwrotów grzecznościowych, takich jak klasyczne Tak for en hyggelig aften!, czyli "dziękuję za miły wieczór". 

Dla mnie hygge to błogość, intymność, komfrot i relaks. Można tak się czuć zarówno w samotności, jak i w towarzystwie najbliższych. To taki stan, w którym wszystkie nasz potrzeby wewnętrzne są zrównoważone. 

Ognisko nie tylko domowe

Do stworzenia atmosfery hygge niezbędne są określone ramy fizyczne, które sprawiają, że czujemy się dobrze. Przestrzeń, w której chcemy stworzyć ten specjalny nastrój, ma zachęcać do odprężenia i dawać poczucie bezpieczeństwa. Powinno to być miejsce, w którym można być sobą. Idealnie byłoby czuć ciepło kominka, ale gdy go nie ma, wystarczą wełniane pledy i świece. 

Wszechobecne świece
Świece i, niestety coraz częściej telewizor, pełnią też inną funkcję: umożliwiają skupienie wzroku, by nie patrzeć innym w oczy zbyt intensywnie. To wszystko dlatego, że nie można przekroczyć granic, które są w przypadku hygge bardzo jasno określone. Jedna z niepisanych zasad mówi o tym, że atmosfera nie może być zbyt intymna. 

Dobry nastrój jest dla Duńczyków istotny również poza domem, nie tylko w kawiarniach czy restauracjach, ale również w miejscach pracy. Nierzadko podczas roboczych spotkań na stole obok obowiązkowej stempelkaffe, pojawiają się świece. Niektórzy moi koledzy mają w biurach koce, bynajmniej nie z powodu kłopotów z ogrzewaniem czy konieczności pracy do rana. To byłoby uhyggelig

kooperatywie spożywczej, do której należę, wśród różnych zadań, które wykonują jej członkowie, jest tzw. hyggevagt. Jest to dyżur, podczas którego parzy się kawę i herbatę, zapala świece i dekoruje pomieszczenie. Dba się o muzykę i o to, aby wszyscy, którzy przychodzą odebrać zamówione warzywa, czuli się miło. Słowem, tworzy się atmosferę.

Zrozumieć hygge

Z czym jeszcze wiąże się hygge? Na pewno ze świętami Bożego Narodzenia. Julehygge (bożonarodzeniowe hygge) trwa już od listopada. To okres, w którym odbywa się wiele rodzinnych i przyjacielskich spotkań, podczas których wspólnie piecze się świąteczne ciasteczka, pije gorącą czekoladę i przygotowuje choinkowe ozdoby. Wszystko w niespiesznym tempie.

Julehygge


Hygge to przewidywalność prostych czynności, takich jak wspólne gotowanie, czy oglądanie filmów. Hygge to spokój. Wydarzenia, które mogą czymś zaskakoczyć, choćby wzbudzały wiele pozytywnych emocji, nie są przez Duńczyków kojarzone z hygge

I tutaj pojawiają się schody. Kiedy już, już wydawało mi się, że pojęłam na czym polega ten ważny element duńskiej kultury, okazało się, że chyba nie do końca. Coś, co wydawało mi się oswojone, wręcz oczywiste, ma swoje drugie, a nawet trzecie i kolejne dno. 

Hygge to złożone zjawisko, które można próbować zrozumieć i opisać na różnych płaszczyznach. Pracę doktorską na temat tego zagadnienia napisał na Uniwersytecie w Odense Jeppe Trolle Linnet. Jego zdaniem, pomimo tego, że nieformalny sposób spędzania czasu, jest obecny i ważny, również w innych kulturach, dla Duńczyków stanowi on integralną część ich tożsamości. 

Czy hygge można kupić?

Nic zatem dziwnego, że jednym z najcięższych oskarżeń jakie można sformułować wobec Duńczyka jest to, że nie potrafi stworzyć czy odnaleźć się w atmosferze hygge. A o to, wbrew pozorom, wcale nie jest trudno. Specjalny nastrój znika, gdy ktoś udaje kogoś, kim nie jest. Karą za to jest poczucie oderwania się od swoich autentycznych potrzeb i wykluczenia ze wspólnoty, w której nikomu niczego nie trzeba udowadniać. 

Bo hygge to jest coś, co może zaistnieć tylko wtedy, gdy odważamy się być sobą. Jeżeli chcemy poczuć ten specjalny nastrój, musimy zapomnieć o swoich gębach, nie stroić się, nie dobierać starannie słów, po prostu pokazać swoje prawdziwe ja. Pod żadnym pozorem nie próbować robić dobrego wrażenia. Najważniejsza w hygge jest autentyczność. 

O ile kanapka ze śledziem i butelka piwa przez Duńczyka niewątpliwe zostałaby zaliczona do kategorii hygge, to szampan i sushi już niekoniecznie. Bo w Danii panuje powszechna niechęć do ostentacyjnej konsumpcji. Pomimo pewnych zmian w jej postrzeganiu, bycie pretensjonalnym jest nadal uważane niemalże za grzech. Panuje przekonanie, że życie na pokaz powoduje, że człowiek traci swoje prawdziwe ja, przedmioty swoją funkcjonalność, a dom atmosferę. 

To wszystko dlatego, że hygge nierozerwalnie wiąże się z jedną z najważniejszych dla Duńczyków wartości, jaką jest równość. Równości jest w Danii zinstytucjonalizowana, m.in. w postaci redystrybucji dochodów. Ale to coś więcej. Duńczycy unikają kontaktu z ludźmi spoza swojej grupy społecznej (zarówno tych, którzy zarabiają mniej lub więcej niż oni, mają mniej lub więcej władzy, wpływów itd.). Czas wolą spędzać z ludźmi takimi samymi jak oni. 

Czy hygge jest dla wszystkich?

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że równość jest warunkiem koniecznym do zaistnienia hygge. W takiej atmosferze nikt nie dominuje rozmowy. Trudne tematy nie są poruszane, by przypadkiem nie zepsuły magicznego nastroju. Duńczycy doskonale wiedzą co wolno, a czego nie wypada. Ale osobom spoza ich kręgu kulturowego trudno zrozumieć te niepisane zasady. Pamiętam, jak bardzo uskarżała się na to moja znajoma z Paragwaju, która nie mogła zrozumieć, jak to jest, że "dla Duńczyków wszystko jest hyggelig".

Czy więc aby na pewno hygge jest związane z równością? Z jednej strony ułatwia ono zacieśnianie istniejących więzów, ale jednocześnie, poprzez łatwo naruszalne, niepisane zasady, wyklucza tych, którzy są na zewnątrz. Pozwala odgrodzić się od tego, co obce. Jak zauważa Jeppe Trolle Linnet, kiedy poza domem najbliżsi siadają wokół stołu tworzą fizyczny mur dla tych spoza swojego kręgu. A może właśnie o to w hygge chodzi? Czuć się bezpiecznie wśród tego, co znane.

Do kogo należy hygge?

Koncepcję hygge rozwinęli osiemnastowieczni mieszczanie, którzy uznali, że to własnie oni najlepiej rozumieją jego istotę. Uważali, że jest ono niemożliwe do stworzenia w klasie wyższej ze względu na obowiązujące w niej sztywne zasady i centralną postać ojca. Jednocześnie hygge nie było osiągalne dla ludzi z klas niższych, których życie było wypełnione ciężką fizyczną pracą. 

Z cytowanych wyżej badań wynika, że do dzisiaj hygge jest traktowane jako broń w walce między grupami społecznymi o odmiennych poglądach czy wzorcach konsumpcji. Istnieje, potwierdzone wynikami badań, przekonanie, że rodziny słabiej wykształcone i o niższych dochodach, nie rozumieją na czym polega ten fenomen. Z drugiej strony uważa się, że hygge nie idzie w parze z pogonią za dobrami materialnymi.

Pojęcie hygge ma kontekst nie tylko kulturowy, ale również polityczny. Ot, choćby w dyskusji na temat tego czy Duńczycy są rzeczywiście tolerancyjni i otwarci. Pisał o tym, nieco ironicznie, Lasse Dencink, psycholog społeczny, profesor na Uniwersytecie w Roskilde. Arumentowal, ze zdaniem niektórych skrajnych polityków hygge jest zarezerwowane tylko dla prawdziwych Duńczyków, którzy wieprzowe parówki popiją piwem, i którym trudno wyobrazić sobie, by tą atmosferę mógliby zakłócić mu niepijący alkoholu i niejedzący wieprzowiny Muzułmanie. 

Niezdrowe hygge

A propos parówek, z hygge mają problem również rządzący, którzy kładą ogromny nacisk na promowanie zdrowych nawyków żywieniowych m.in. w publicznych stołówkach. Tymczasem Duńczycy zdają się o tym zapominać. Uważają, że niezdrowe jedzenie jest akceptowalne, jeżeli jest częścią hygge. Potwierdzają to wynikii badań, które przeprowadził Claus Rosenkrantz Hansen z Copenhagen Business School. 

Wynika z nich, że traktowanie hygge jako usprawiedliwienia do porzucenia zasad zdrowego żywienia, przyczynia się do problemów z nadwagą. Niektórzy alarmują, że hygge wręcz zagraża zdrowiu publicznemu i chcą walczyć z nadmiernym spożywaniem słodkich napojów i ton chipsów. Nie jest to jednak łatwe, gdy supermarkety, nadużywając pojęcia hygge, kuszą specjalnymi ofertami, wmawiając klientom, że weekend nie będzie weekendem bez coli i dużej paczki żelków. Poza tym, czym miałoby być zastąpione owo poczucie wspólnoty, towarzyszące wyjadaniu  chipsów czy pop cornu z jednej miski i rozlewaniu coli z jednej butelki. 

Na koniec mała uwaga. Nawet teoretyczna wiedza o hygge i próba zastosowania niepisanych zasad nie gwarantuje sukcesu. Jak powszechnie w Danii wiadomo, hygge nie da się zainscenizować. To nastrój który powstaje sam z siebie. Jednak mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Na początek polecam zapalenie świec. 



1.10.2013

Szczęśliwa jak ... Dunka

Do dziś pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie jeden z wykładów ze "Wstępu do ekonomii", prowadzony przez prof. Jerzego Wilkina, na temat różnych sposobów pomiaru poziomu rozwoju społeczno-gospodarczego. Z ogromnym zaciekawieniem słuchałam o tym, że do jego oceny, oprócz zmiennych stricte ekonomicznych, można wykorzystać również inne kategorie (choćby te, które są uwzględnianie w indeksie HDI – Human Development Index). Coś, co piętnaście lat temu wydawało mi się nowatorskie, dzisiaj nikogo nie dziwi. 

W najnowszym raporcie na temat poczucia szczęścia, przygotowanym na zlecenie ONZ, przez Earth Institute Uniwersytetu Columbia, do pomiaru jakości życia, poza realnym PKB, wykorzystano: oczekiwaną długość życia w zdrowiu, świadomość istnienia osoby, na której można polegać w kryzysowej sytuacji, postrzeganie swobody podejmowania wyborów życiowych i wolność od korupcji.  

Po podsumowaniu wyników okazało się, że po raz drugi, za najszczęśliwszych, uznano mieszkańców Danii (nieznacznie wyprzedzili oni Norwegów).

Czy jednak na podstawie tylko tych dwóch raportów możemy być pewni, że to nie błąd pomiaru i Dania to rzeczywiście kraina szczęśliwości? Bazując na wynikach badań Eurobarometr, publikowanych przez Komisję Europejską od lat siedemdziesiątych, można stwierdzić, że Duńczycy należą do najszczęśliwszych, przynamniej wśród obywateli Unii Europejskiej.

A zatem, co robić, by być szczęśliwym jak Dunka czy Duńczyk?





Chcieć mniej

Duńczycy mają najmniejsze oczekiwania spośród wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej. Może dlatego nie czują się sfrustrowani. Ich stosunek do pieniędzy jest odmienny niż obywateli w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Zamiast kupowania najnowszych modeli samochodów i domów, Duńczycy wolą wydawać na podróże i przyjemności w gronie najbliższych.

Żyć i dać żyć innym

Dla Duńczyków niezmiernie ważne jest ich poczucie sprawczości i zdolności do zmian tego, co im nie odpowiada. Nie osądzają innych, co ułatwia im swobodne dokonywanie wyborów życiowych, co w innych miejscach na świecie byłby, z różnych względów, niemożliwe.

Robić to, co się lubi (z umiarem)

Zdrowa równowaga między życiem zawodowym a osobistym jest w Danii wysoko ceniona. Nie oznacza to, że praca dla Duńczyków nie jest ważna. Wręcz przeciwnie. Wiele osób czerpie z niej satysfakcję, bo świadomie wybierają rodzaj pracy, który naprawdę im  odpowiada. Przebieg ścieżki rozwoju zawodowego części spośród moich duńskich znajomych jest zaskakujący. To, że ktoś skończył szkołę gastronomiczną, nie oznacza, że nie może zostać architektem i musi być w momencie rozpoczynania studiów dwudziestolatkiem. 

Szczęśliwi Duńczycy


Ufać innym

Aż 75% Duńczyków uważa, że ludziom można ufać. Jest to światowy rekord: globalna średnia to 25% populacji danego kraju. Cytowany przez Copenhagen Post, Christian Bjørnskov, autor pracy doktorskiej na temat poczucia szczęścia, profesor z Uniwersytetu w Aarhus, uważa, że to własnie poziom zaufania w dużej mierze decyduje o poczuciu szczęścia. Jego zdaniem Duńczycy są ufni także wobec nieznajomych. Dla niektórych szokujące jest to, że rodzice zostawiają dzieci śpiące w wózkach na zewnątrz, podczas gdy sami są w sklepie czy kawiarni. (Jednocześnie pieczołowicie zamykają swoje rowery: ich kradzieże to prawdziwa plaga).

Działać

Większość Duńczyków aktywnie działa w różnego rodzaju stowarzyszeniach. Nieważne czy jest to chór, klub wioślarski czy kooperatywa spożywcza, są bardzo zaangażowani w ich funkcjonowanie. Ma to pozytywny wpływ na ich postrzeganie na rynku pracy przez potencjalnych pracodawców, a także uczy wielu praktycznych umiejętności.

Uważam, że niebagatelny wpływ na poczucie szczęścia ma również dystrybucja dobrobytu: Dania jest jednym z krajów o najmniejszych rozpiętościach dochodowych. Powszechna opieka medyczna, bezpłatna edukacja, długie urlopy rodzicielskie mają znaczenie, jeżeli nie dla poczucia szczęścia to na pewno, bezpieczeństwa.

Niegdyś szczęście było domeną psychologów i moralistów. Jak pisze w oenzetowskim raporcie jeden z jego autorów, Jeffrey Sachs, o tym czy jest się szczęśliwym decydują czynniki społeczne, psychologiczne czy etyczne. Tymczasem w polityce i dyskursie publicznym to przede wszystkim kwestie ekonomiczne znajdują się w centrum uwagi, a wzrost gospodarczy przez decydentów jest uważany za najważniejszy czynnik kształtujący poziom życia. Ale czy gwarantuje szczęście? 

Z pewnością era rozwoju gospodarczego stworzyła szanse poprawy jakości życia w zakresie wyżywienia, zdrowia, dostępu do edukacji czy wygód materialnychWraz z rozwojem gospodarki rynkowej, pojawiła się też nowa filozofia – filozofia konsumpcjonizmu, a w hierarchii wartości sukces ekonomiczny zaczął być postrzegany jako klucz do szczęścia. 

Tymczasem, zdaniem Sachsa, nie samym chlebem żyje człowiek, a zbytnie skupianie się na owym „chlebie”, może prowadzić nie tylko do otyłości, ale również głodu głębszych potrzeb, takich jak potrzeba kontaktów międzyludzkich, równowagi psychicznej i, dawno już zapomnianej, cnoty. 

Czyżby więc Duńczycy znaleźli zdrową równowagę pomiędzy mieć i być?

P.S. 
Przewrotnie o duńskim szczęściu? Polecam film Frygtelig Lykkelig (Strasznie szczęśliwi)